wtorek, 7 kwietnia 2015

HD Rozdział 14



 Jeśli wciąż tu jesteś, daj znać :)
Rozdział 14
Prostytutka.
Chciał zrobić z niej prostytutkę.
Skoro nie mógł wykorzystać jej umiejętności i sprawności fizycznej, postanowił sprzedać jej ciało. Zacisnęła dłonie na oparciu krzesła, a wszelkie kolory odpłynęły z jej twarzy. Naprawdę wolała, żeby ją zabił. Byłoby to zdecydowanie mniej hańbiące.
- Shannon przygotuję cię na pierwsze zlecenie – powiedział, mierząc ją swoim natarczywym spojrzeniem. – Liczę, że mnie nie zawiedziesz. Możesz już odejść – dodał, kończąc tym samym ich konwersację. Na te słowa poderwała się tak gwałtownie z miejsca, że krzesło, na którym siedziała upadło z głośnym trzaskiem na podłogę. Nie kwapiła się do naprawienia szkody, tylko czym prędzej opuściła pomieszczenie, prawdopodobnie za mocno zamykając za sobą drzwi, co wywołało kolejny, niepotrzebny hałas.
Nie wiedziała skąd w niej ta wybuchowość, ale w tym momencie miała to w poważaniu. Narastała w niej ochota na rozniesienie wszystkiego dookoła, bo choć starała się jak mogła, los po raz kolejny ją karał. Ostatnie miesiące zabiły w niej pokorę, z którą niegdyś przyjmowała przeciwności oraz skłonność do częstego płaczu, który teraz by ją pogrążył. Zamiast tego pojawił się bunt przeciwko wszystkiemu – zasadom, systemowi, rzeczywistości, światu.
Skierowała się do swojego pokoju, w którym bezmyślnie się zatrzasnęła. Musiała ochłonąć. Spokój jednak nie nadchodził, a ona czuła się klaustrofobicznie wśród ciasnych, białych ścian. Wplotła ręce we włosy, ciągnąc za nie boleśnie i osuwając się po ścianie, aż nie dotknęła chłodnej posadzki i nie ukryła głowy między kolanami. Oddychała szybko, łapczywie wciągając powietrze, co wcale nie pomagało opanować kłębiących się w niej emocji. Zaciskała zęby, powstrzymując proszący się o wydostanie krzyk. Pewnie rozładowałoby to nerwy, ale nie mogła pozwolić sobie na to, że ktoś ją usłyszy, a na piętrze znajdowała się przecież niejedna osoba.
Nie miała pewności ile czasu minęło, ale tkwiłaby tak znacznie dłużej gdyby nie natarczywe pukanie, które z każdą sekundą przybierało na sile. Jeszcze minuta i drzwi pożegnałby się z zawiasami.
Ledwo nacisnęła klamkę, a gość już znalazł się w środku, odcinając jej drogę ucieczki.
- Co ty odwalasz?! – podniesiony głos rozległ się w całym pomieszczeniu. – Czekam na ciebie prawie godzinę! Chcesz, żeby Black cię zamordował? Zresztą, nie odpowiadaj. Mam to gdzieś, ale nie będę nadstawiać za ciebie karku!
Arabella nie miała szansy wtrącić choćby słowa do tego monologu, więc potulnie pozwoliła się skrzyczeć. Wiedziała, że  postąpiła nierozważnie i rozgniewała swoim zachowaniem stojącą przed nią blondynkę.
- Idziemy! – rozkazała w końcu, wypychając ją bez cienia czułości na korytarz. Nie mając wyboru, ciemnooka skierowała się na kolejne piętro, gdzie na końcu korytarza znajdowała się garderoba. Trenerka posadziła ją przed lustrem i wykonała kilka nerwowych gestów, świadczących, że jej złość nie odeszła jeszcze w niepamięć. Brunetka zaczynała panikować. Jej sytuacja była bardzo niekorzystna już wcześniej. Jeśli zraziła do siebie jedyną przychylną jej osobę, była skończona. Czuła jak ramiona zaczynają jej dygotać, a oczy zapiekły ją nieprzyjemnie. – Weź się w garść – warknęła jej opiekunka, rozciągając przed nią paletę różnorodnych kosmetyków. – Zamknij oczy – wydała kolejne polecenie, a Ara bez wahania je wykonała, szczególnie, że ułatwiło jej to powstrzymanie wciąż zbierających się łez.
Przez następne minuty dotyk pędzelka łaskotał jej powieki, a myśli krążyły wokół przydzielonego zadania. Nie znała szczegółów, ale szczerze to bała się ich bardziej niż czegokolwiek. Na samą myśl gardło zaciskało jej się boleśnie, a ciało oblewał palący gorąc.
Uniosła powieki, zaskoczona nagłym muśnięciem na ustach. Dopiero po chwili zrozumiała, że to tylko pomadka, którą Shannon starannie ją malowała. Przyglądała się z zaciekawieniem twarzy jasnowłosej, obserwując jej mimikę i szczegóły, których nie była w stanie wcześniej zauważyć. Miała naprawdę intensywny i głęboki kolor tęczówek, a na jej czole rozciągała się blada blizna. Brwi miała ściągnięte, a wargi rozchylone, co sugerowało całkowite skupienie na wykonywanej czynności.  
- Gotowe – oznajmiła, uśmiechając się z zadowoleniem. Jej podopieczna chciała to odwzajemnić, ale obawiała się, że zniweczy efekt jej pracy. – Przebierz się w to – dodała, rzucając w nią kawałkiem czerwonego materiału. Udała się za kotarę, która dawała jej nieco prywatności i z trudem wcisnęła się w obcisłe wdzianko, które według niej pozostawało wiele do życzenia, przede wszystkim w kwestii długości. Sukienka ściśle przylegała do jej szczupłego ciała i odkrywała niemal całe nogi, co sprawiało, że dziewczyna poczuła się naprawdę nieswojo. Kolorem pokrywała się z jej szminką i kontrastowała z jej bladą karnacją. Wpatrywała się w swoje odbicie z niemałym przerażeniem i niechęcią. Wzdrygnęła się, gdy trenerka odsunęła zasłonę i zmierzyła ją od góry do dołu, w dodatku wyrażając aprobatę dla wyniku końcowego całej metamorfozy. – Idealnie, a teraz rusz się, bo przez twoje humorki nie zostało nam za dużo czasu.
Ciemnowłosa z trudem przełknęła ślinę i podążyła za swoją opiekunką, wcześniej ubierając na siebie skórzaną kurtkę i czarne obcasy, w których dość nieudolnie się poruszała. Ledwo nadążała, co parę kroków się potykając. Poczuła się żałośnie, jak porcelanowa lalka wystawiona na sprzedaż za marne grosze. Wsiadła do srebrnego samochodu blondynki i odruchowo zapięła pas.

Po drodze wysłuchiwała uważnie każdego słowa Shannon, która w tym krótkim czasie starała się jej przekazać jak najwięcej cennych rad. Brunetka miała coraz większy mętlik w głowie i była przekonana, że nic z tego nie zapamięta.
- Nie dam rady – jęknęła nędznie, nie będąc w stanie nawet wyjść z auta, a co dopiero zmierzyć się z tym, co czekało na nią w znajdującym się przed nimi budynku.
- Przestań się rozczulać, to nie twój pierwszy raz – zganiła ją oschle, nie przypominając już w ogóle tej troskliwej wersji siebie, którą Ara znała z początków swojej pracy.
Cóż, tak jakby jest – pomyślała, będąc dotkliwie świadoma swojego niedoświadczenia w niektórych sprawach, nie mówiąc już o tym, że nigdy wcześniej nie musiała robić niczego podobnego, nawet usługując Blackowi.  
- To się praktycznie niczym nie różni od twoich wcześniejszych misji – mruknęła niebieskooka, wpatrując się w szyld z nazwą baru, pod którym stały. Nastolatka spojrzała na nią jak na kosmitę. Przecież jej poprzednie wyprawy nie miały nic wspólnego z dzisiejszą! – Zamiast zachodzić ofiarę w ciemnej uliczce, musisz ją najpierw złapać i wyprowadzić. Reszta pozostaje bez zmian.
- Słucham? – wykrztusiła, prawie dławiąc się własną śliną. Jasnowłosa przeniosła na nią swój wzrok i uniosła jedną brew.
- A coś ty myślała?
- Ja… Nic. Nieważne – burknęła, pesząc się swoją pomyłką. Jednocześnie kamień spadł jej z serca i miała ochotę skakać z radości.
- Idź już lepiej – pogoniła ją.
- Zaraz, a co z bronią?
- W tym cały haczyk. On na pewno będzie miał pistolet, który będziesz musiała mu odebrać i odpowiednio wykorzystać – wyjaśniła, a wyraz jej twarzy złagodniał, ukazując szczątki zmartwienia. – Na wszelki wypadek ukryłam jednak łuk i sztylet za śmietnikiem na tyłach.
Uśmiechnęła się nikle, ale z wdzięcznością, rozumiejąc, że nadszedł na nią czas. Opuściła pojazd, biorąc kilka głębszych wdechów. Pewny krok – przypomniała sobie jedną ze wskazówek.
Głowa do góry.

Siedziała na wysokim stołku przy barze, popijając bezalkoholowego drinka z parasolką. Założyła nogę na nogę i uważnie rozglądała się po pomieszczeniu, z trudem ignorując natrętne spojrzenia zgromadzonych wokoło osób. Większość stanowili panowie w średnim wieku, szukający łatwej zaczepki i krótkiej przygody.
Minuty dłużyły jej się niemiłosiernie, gdy uporczywie wypatrywała blondyna w granatowej marynarce i popielatej koszuli. Takie informacje zostały jej przesłane, wraz z zapewnieniem, że tylko jedna osoba mogła pojawić się tutaj ubrana w ten sposób. Rzeczywiście, przeważająca część obecnych miała na sobie skórzane lub dżinsowe kurtki, ewentualnie bluzy czy zwykłe koszulki. To miejsce nie wyglądało na takie, w którym ktokolwiek pojawia się w garniturze, więc zaczynała wątpić czy jej cel w ogóle się tu zjawi.
- Poproszę jeszcze raz to samo – skinęła grzecznie do barmana. Zganiła się w myślach za zachowywanie się, jak speszona dwunastolatka i spróbowała przybrać poważną minę, jakby doskonale odnajdowała się w sytuacji. Mężczyzna zza lady wyglądał, jakby miał ochotę coś powiedzieć, ale w tym samym momencie rozległ się inny głos.
- Pozwól, że ja za to zapłacę – rzucił nonszalancko, a pierwszym co dostrzegła były granatowe rękawy jego blezera. Serce zakuło ją z zaskoczenia, a w żyłach zawrzała adrenalina, gdy przeniosła wzrok na szary kołnierzyk. Zamknęła rozdziawione wargi i przełknęła ślinę, przywracając sobie jako taki fason i uśmiechnęła się niepewnie. Odrzuciła włosy na plecy i sięgnęła po zamówiony napój, nie odrywając przy tym oczu od nowego towarzysza.
Prawda uderzyła w nią dopiero po dłuższej chwili.
To był jej dawny nauczyciel.
I to nie byle jaki – to on prowadził zajęcia sportowe, a w dodatku nauczył ją podstaw samoobrony. Ryzykował, spotykając się z nią po lekcjach, żeby w nagłym wypadku nie była całkowicie bezbronna, a teraz miał zostać wyeliminowany z jej rąk. Z rąk własnej uczennicy.
Nie mogła nic poradzić na nerwy, które zaczęły nią targać. Może nie było to jej pierwsze zadanie, może przesiadywanie w barze i polowanie na ofiarę nie było tak trudne, ale nie zmieniało to faktu, że do tej pory pozbywała się przypadkowych jednostek, najczęściej przestępców, a nie niewinnych, w dodatku bliskich jej osób. To, że nie miała z nim kontaktu przez ostatnie dwa lata niczego nie ułatwiało. Zawsze darzyła go ogromnym szacunkiem i była mu wdzięczna za jego starania.
Los sprzyjał jej w jednym – nie rozpoznał jej. Minęło sporo czasu, w którym zdążyła zmienić się i wydorośleć. Makijaż i kusa sukienka również robiły swoje. Wyglądała starzej i po prostu inaczej.
- Co taka kobieta robi w takim miejscu? – zapytał, pochylając się znacząco w jej stronę. O mało nie odskoczyła do tyłu, ale w ostatniej sekundzie pogromiła odruch i uniosła wymuszenie kącik ust, udając, że schlebia jej jego zainteresowanie.
Przyszła cię zabić – przemknęło jej przez myśl, gdy odwlekała odpowiedź sącząc mieszankę soków.
- Szuka szczęścia – odparła lekko, ale czuła się niebywale głupio wygadując takie nonsensy.
- To chyba zły adres – mruknął, uśmiechając się tajemniczo. Zebrało jej się na mdłości, gdy zdała sobie sprawę, że jej dawny mentor naprawdę z nią flirtował. Miała cichą nadzieję, że żadna z tłamszących się w niej emocji nie ma przejawu w jej mimice czy zachowaniu.
- Wręcz przeciwnie – odrzekła, odstawiając szklankę na blat i przygryzając przez moment wargę. Ten trik wydawał jej się wyjątkowo niedorzeczny, dopóki nie spostrzegła, że jasnowłosy nie potrafił oderwać oczu od jej czerwonych ust. – Sądzę, że dobrze trafiłam.
- A ja myślę, że będzie jeszcze lepiej, jeśli pójdziemy do mnie – oznajmił prosto z mostu, kładąc rękę na jej odkrytym kolanie. Przez całe ciało przebiegł ją dreszcz i nie należał on do tych przyjemnych. Nie przypuszczała, że ktoś może być tak zdesperowany, żeby po dwóch minutach rozmowy, próbować zawlec obcą dziewczynę do łóżka, ale jak widać świat nie przestawał jej zaskakiwać.
Skinęła głową i równocześnie podnieśli się z miejsca. Chwyciła swoje okrycie, ale on szybko je odebrał i przytrzymał, by mogła je ubrać. Prawdziwy gentelman. Przepuścił ją przodem, choć to wynikało raczej z chęci podziwiania jej długich nóg niż uprzejmości.
Przyznała w myślach, że wyprowadzenie go w ciemną alejkę było rzeczą tak banalną, jak ogranie Grace w karty. Pozostawało jedynie… Cholera, pistolet. W całym tym przedstawieniu umknęła jej najważniejsza scena. Była bezbronna, a on miał naładowaną spluwę. To on miał nad nią przewagę.
Gorączkowo usiłowała wymyślić jakiś podstęp, który przechyliłby szalę zwycięstwa na jej stronę, ale jej pomysłowość wyparowała, a w głowie królowała bezkresna pustka. Pech jak zawsze jej dopisywał, bo nigdzie nie potrafiła dostrzec kontenera, za którym Shannon ukryła pomoc.
W akcie bezsilności złapała swojego towarzysza za ramię, zatrzymując tym samym ich wędrówkę. Wymyśliła tylko jeden sposób, by odwrócić jego uwagę i właśnie wcieliła go w życie, popychając go na mur i przylegając do niego swoim wiotkim ciałem.
- Niecierpliwa bestia – wymruczał, pochylając się nad nią i całując ją krótko, na co przeszła ją fala obrzydzenia. Mężczyzna pochylił się, przyklejając się do jej szyi, a ona błądziła po jego ciele, licząc, że bierze to za objaw jest ekscytacji. Wsunęła ręce pod marynarkę, przejeżdżając palcami wzdłuż jego paska, aż w końcu znalazła to, czego tak uparcie szukała. Gwałtownym ruchem wyrwała broń, odskakując do tyłu i celując nieco na oślep w przeciwnika.
Niestety nie miała do czynienia z amatorem. Blondyn w ułamku sekundy odnalazł się w zaistniałej akcji i wytrącił jej swoją własność, która z łomotem przetoczyła się po asfalcie. Zaraz po tym Arabella została szarpnięta i przygwożdżona do ściany, o którą wcześniej beztrosko opierał się jej adorator.
- Myślałaś, że jestem aż tak głupi? – syknął rozłoszczony. Wydawało jej się, że przed nią stała zupełnie inna osoba niż minutę temu. Tajemniczy i uległy kochanek odszedł w niepamięć, stawiając przed nią rozwścieczonego tyrana. – Wasza pułapka była doprawdy śmieszna, a jeszcze zabawniejszy okazał się ten cyrk, na który tak łatwo się nabrałaś.
Poczuła się kompletnie żałośnie. Wydawało jej się, że była panią sytuacji, a okazało się, że przez cały czas była marionetką i to on pociągał za sznurki. Starała się wyrwać, szamocząc się szaleńczo, ale była za słaba i pozbawiona pola manewru.
- Och, Arabello, nie spodziewałem się, że skończysz tak marnie – wyszeptał, zbliżając swoją twarz i uśmiechając się diabolicznie. Od początku ją rozpoznał, a ona naiwnie wierzyła, że świetnie zagrała swoją rolę.
Poczuła chłodny dotyk na swoim udzie, a moment później skóra zapiekła ją boleśnie. Z ust wydostał się niepohamowany krzyk, a w oczach stanęły jej łzy. Napastnik pozostał niewzruszony i przeniósł ostrze na jej szyję.
To koniec.

Był niebywale zdziwiony, gdy barman poinformował go, że facet, którego miał się pozbyć, opuścił lokal z jakąś laleczką. Nie wiedział, gdzie się kierować, ale dramatyczny wrzask szybko rozwiał jego wątpliwości. Pobiegł w stronę, z której dochodził hałas i przystopował dopiero kilka metrów od dwójki ludzi w dość dwuznacznej sytuacji. Z początku jego wnioski były oczywiste, ale gdy dostrzegł krew spływającą po bladych nogach dziewczyny, jego punkt widzenia zmienił się diametralnie. Nie czekając na dalsze wydarzenia, wyciągnął swoją ulubioną zabawkę i bez zastanowienia pociągnął za spust.
Postawny mężczyzna runął na ziemię z łoskotem. Jego ofiara załkała żałośnie, a on pod wpływem impulsu znalazł się przy niej. Zazwyczaj nie przejmował się przypadkowymi panienkami, ale dzisiejsze okoliczności zmiękczyły jego kamienne serce.
- Nic ci nie jest? – zapytał trochę bezmyślnie.
- Jo? – usłyszał łamiący się, ale znajomy głos i przeniósł swoje zszokowane spojrzenie na dobrze znaną mu twarz ciemnowłosej. W jej oczach malował się jedynie ogromny strach i niezrozumienie. – Co ty tu robisz?
- Miałem sprzątnąć tego frajera – odparł, wzruszając ramionami.
- Ale to było moje zadanie – wymamrotała. Zmarszczył brwi. Anthony już kilkakrotnie wysyłał go za nią, na wypadek gdyby miała nawalić, ale zawsze go o tym informował. Nie pojmował dlaczego tym razem było inaczej.
- Nieważne – mruknął, udając niewzruszonego, choć w środku odzwierciedlał emocje brunetki. – Wracajmy.
Ruszył  przed siebie, ale odwrócił się, gdy usłyszał ciche jęknięcie. Rana wciąż krwawiła i dawała o sobie znać w dość dokuczliwy sposób. Westchnął niezadowolony i wrócił do dziewczyny, łapiąc ją w pasie. Przerzuciła ramię przez jego barki i ponowili swoją wędrówkę. Powolne tempo wprawiało jednak Diabła w niemałą irytację. Zrezygnowany pochylił się i wziął kruche ciało nastolatki na ręce.
Nawet w nikłym świetle latarni i obecnych warunkach zauważył jak jej jasne policzki pokrywają się szkarłatem. Jej wstydliwość nieustannie go rozbawiała. Czasami zdawała się mieć niewinny, nieskażony umysł małego dziecka, choć przecież dopuściła się tylu przewinień i naoglądała wielu okrucieństw.
- Zabierz mnie do domu – wyszeptała, a jej oddech połaskotał płatek jego ucha.
- Przecież…
- Nie do hotelu, do domu – powtórzyła z naciskiem. Przytaknął i obrał odpowiedni kierunek. Nie spełniał jej zachcianki, ale kierował się rozsądkiem. Gdyby szef zobaczył ją w takim stanie, uznałby ją za nieporadną i bezużyteczną. Nie, żeby specjalnie się tym przejmował, ale miał wobec niej dług, a on zawsze wyrównywał rachunki.

 * * * *
Następny po 17.04, bo wtedy mam wystawianie ocen.